Są takie chwile, kiedy warto na moment się zatrzymać i zadbać o siebie, właśnie w duchu „bella vita”, czyli celebrowania małych przyjemności każdego dnia. Najnowsze pudełko Pure Beauty „Bella Vita” idealnie wpisuje się w ten klimat, zapraszając do świata relaksu, pielęgnacji i odkrywania kosmetycznych nowości.
Ta edycja to nie tylko zestaw produktów, ale przede wszystkim inspiracja do stworzenia własnych rytuałów beauty, takich, które poprawiają nastrój i pozwalają choć na chwilę oderwać się od codzienności. Starannie dobrana zawartość sprawia, że każdy element boxa może stać się małym krokiem w stronę lepszego samopoczucia i większej dbałości o siebie.
Co tym razem przygotowało Pure Beauty? Czy „Bella Vita” rzeczywiście zachwyca i jest warta uwagi? Zajrzyjmy razem do środka i sprawdźmy, co kryje najnowsza edycja tego wyjątkowego pudełka.
MYSTERIUM SPRAY DO WŁOSÓW ZWIĘKSZAJĄCY OBJĘTOŚĆ Z AMINOKWASAMI I PANTHENOLEM
Pierwsze psiknięcie i od razu poczułam, że to będzie jeden z tych produktów, które łatwo wchodzą do codziennej rutyny. Mgiełka jest bardzo delikatna, równomierna i przede wszystkim lekka, nie miałam absolutnie wrażenia, że nakładam coś ciężkiego na włosy, co często zdarza się przy produktach zwiększających objętość. Zapach jest świeży, lekko salonowy, ale jednocześnie subtelny taki, który nie dominuje, tylko delikatnie otula włosy. Na mokrych włosach spray rozprowadza się bez problemu, nie skleja pasm i nie powoduje tego charakterystycznego „sztywnego” efektu. Po wysuszeniu zauważyłam, że włosy faktycznie są bardziej odbite u nasady, ale w bardzo naturalny sposób, nie wyglądają na przestylizowane, tylko po prostu lżejsze i bardziej uniesione. Duży plus za skład, aminokwasy i panthenol sugerują, że oprócz efektu wizualnego mamy tu też element pielęgnacji. Włosy po użyciu są miękkie, sypkie i przyjemne w dotyku. Na ten moment mam wrażenie, że to taki produkt „bezpieczny”, który można stosować często bez obawy o obciążenie.
Krem Nappa, kuracja na pękające pięty i odciski to produkt, który zdecydowanie wyróżnia się skutecznością i dobrze przemyślaną formułą. Już po pierwszych zastosowaniach widać, że działa intensywnie, skóra stóp staje się wyraźnie gładsza, bardziej miękka i lepiej nawilżona. Największą zaletą tego kremu jest jego działanie oparte na wysokiej zawartości mocznika, który skutecznie zmiękcza zrogowaciały naskórek i wspomaga jego delikatne złuszczanie. Dzięki temu nawet bardzo suche i popękane pięty z czasem odzyskują zdrowy wygląd. Co ważne, krem nie tylko usuwa problem, ale też działa pielęgnacyjnie, składniki takie jak gliceryna, masło shea czy oleje roślinne pomagają utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia skóry. Formuła została dodatkowo wzbogacona o składniki łagodzące i regenerujące, które wspierają proces odbudowy naskórka i pomagają ukoić podrażnienia. Krem dobrze się rozprowadza, szybko się wchłania i nie pozostawia nieprzyjemnej, tłustej warstwy, co zdecydowanie wpływa na komfort stosowania. Podsumowując, Nappa to skuteczna i godna polecenia kuracja dla osób z problemem pękających pięt i odcisków. Regularne stosowanie przynosi widoczne efekty, a stopy odzyskują miękkość, gładkość i zdrowy wygląd. To solidny wybór dla każdego, kto szuka intensywnej, ale jednocześnie pielęgnującej kuracji do stóp.
To moje pierwsze spotkanie z marką Hairy Tale Cosmetics i muszę przyznać, że podchodziłam do tego produktu z dużą ciekawością, ale też bez większych oczekiwań. Tym bardziej pozytywnie się zaskoczyłam, bo już po kilku użyciach wiedziałam, że to naprawdę udany debiut tej marki w mojej pielęgnacji. Najbardziej intrygowała mnie jego formuła, bo to jednak nie jest klasyczny szampon. Ma kremową, bardziej odżywkową konsystencję i praktycznie się nie pieni, co na początku było dla mnie trochę nietypowe. Mimo to bardzo dobrze radzi sobie z odświeżeniem włosów i skóry głowy – wszystko jest czyste, ale bez uczucia przesuszenia czy szorstkości. Po użyciu włosy są wyraźnie bardziej miękkie, wygładzone i przyjemne w dotyku. Zauważyłam też, że mniej się puszą i lepiej się układają, co dla mnie jest ogromnym plusem. Skóra głowy również reaguje bardzo dobrze – jest ukojona i nie mam uczucia ściągnięcia, które czasem pojawia się przy tradycyjnych szamponach. Nie mogę też nie wspomnieć o zapachu, bo to zdecydowanie jeden z mocniejszych punktów tego produktu. Jest słodki, owocowy i bardzo przyjemny, taki, który zostaje ze mną jeszcze przez chwilę po myciu i sprawia, że cały rytuał pielęgnacyjny jest po prostu przyjemniejszy. Jak na pierwsze spotkanie z tą marką, jestem naprawdę na tak. To produkt, który pokazuje, że delikatne oczyszczanie może iść w parze z dobrym efektem na włosach. Na pewno chętnie sięgnę po coś jeszcze od Hairy Tale Cosmetics, bo ten początek zdecydowanie mnie do tego zachęcił.
Saszetka z kawiorowym żelem oraz balsamem to zestaw, który kojarzy się z luksusową pielęgnacją i faktycznie daje takie odczucia już od pierwszego użycia. Kawiorowy żel ma lekką, przyjemną konsystencję i dobrze przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji. Pozostawia ją odświeżoną, delikatnie napiętą i gotową na przyjęcie składników odżywczych. Druga część zestawu, czyli balsam do ciała, działa bardziej odżywczo i otulająco. Ma bogatszą konsystencję, która dobrze się rozprowadza i wchłania, pozostawiając skórę miękką i wygładzoną. Już po pierwszym użyciu skóra wygląda na bardziej nawilżoną i zadbaną, a przy regularnym stosowaniu można zauważyć poprawę jej elastyczności. Całość daje wrażenie pielęgnacji „na poziomie spa” to nie tylko kosmetyki, ale też mały rytuał, który pozwala się zrelaksować i zadbać o siebie w bardziej świadomy sposób. Zestaw sprawdzi się szczególnie wtedy, gdy skóra potrzebuje intensywniejszego odżywienia lub szybkiego efektu wygładzenia. To dobry wybór dla osób, które lubią testować kosmetyki o bardziej ekskluzywnym charakterze i chcą w krótkim czasie zobaczyć wyraźną poprawę kondycji skóry.
Sylveco Pure Line Cherry Kiss to balsam do ust, który od razu sprawia wrażenie produktu dopracowanego w każdym detalu. Ma przyjemną, kremową konsystencję, która łatwo rozprowadza się na ustach i daje natychmiastowe uczucie komfortu. Nie jest lepki ani ciężki, dzięki czemu można go używać zarówno solo, jak i pod pomadkę. To, co wyróżnia ten balsam, to jego działanie nawilżające. Już po krótkim czasie od aplikacji usta stają się bardziej miękkie, gładkie i wyraźnie odżywione. Produkt dobrze radzi sobie ze spierzchniętymi ustami, przynosząc ulgę i wspierając ich regenerację. Przy regularnym stosowaniu widać poprawę kondycji skóry, usta wyglądają zdrowiej i są mniej podatne na przesuszenie. Na uwagę zasługuje też zapach i smak, subtelny, wiśniowy aromat jest przyjemny, ale nie przytłaczający, co sprawia, że balsam nie męczy nawet przy częstym stosowaniu. To drobny detal, który jednak znacząco wpływa na ogólne wrażenia z użytkowania. Duży plus to również naturalny charakter produktu. Skład oparty na olejach roślinnych i składnikach pielęgnujących sprawia, że balsam działa nie tylko powierzchniowo, ale realnie wspiera regenerację ust. Daje to poczucie, że sięga się po coś bezpiecznego i skutecznego. Cherry Kiss to bardzo udany balsam do ust, który łączy skuteczną pielęgnację z przyjemnością stosowania. Idealny dla osób, które szukają produktu na co dzień, lekkiego, dobrze nawilżającego i jednocześnie naturalnego.
To jeden z tych produktów, które z pozoru są bardzo niepozorne, ale przy regularnym stosowaniu naprawdę potrafią zrobić różnicę. Tonik hibiskusowy szybko stał się stałym elementem mojej codziennej pielęgnacji – głównie przez to, jak przyjemne i „lekkie” daje odczucia na skórze. Już przy pierwszym użyciu zwróciłam uwagę na jego świeżość. To taki kosmetyk, który momentalnie koi skórę i daje uczucie komfortu, szczególnie po demakijażu albo rano, kiedy cera potrzebuje delikatnego pobudzenia. Skóra po nim nie jest ściągnięta ani obciążona – wręcz przeciwnie, staje się miękka, bardziej elastyczna i przyjemnie odświeżona. Bardzo podoba mi się też jego naturalny charakter. Zapach jest subtelny, lekko roślinny, z wyczuwalną nutą hibiskusa – nienachalny i spokojny, idealny dla osób, które nie przepadają za intensywnie perfumowanymi kosmetykami. Dzięki temu stosowanie go to taki mały, codzienny rytuał, który naprawdę można polubić. Przy dłuższym używaniu zauważyłam, że skóra wygląda po prostu lepiej – jest bardziej promienna, mniej „zmęczona” i lepiej reaguje na kolejne kroki pielęgnacji. To właśnie jeden z tych produktów, które działają w tle, ale mają realny wpływ na kondycję cery. Dla mnie to świetny przykład tego, że dobry tonik nie musi być skomplikowany – wystarczy, że jest dopracowany, delikatny i skuteczny w swoim działaniu.
Fajnie, że w pudełkach Pure Beauty pojawiają się produkty z różnych kategorii, dzięki temu można odkrywać kosmetyki, po które na co dzień nie zawsze byśmy sięgnęły. Tym razem trafiła do mnie hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej Nivelazione i jest to dla mnie coś zupełnie nowego. Muszę przyznać, że sam produkt wygląda bardzo obiecująco, jeśli chodzi o skład i przeznaczenie. Zawiera m.in. ektoinę, która działa łagodząco i wspierająco dla skóry, kwas mlekowy, który pomaga utrzymać odpowiednie pH okolic intymnych, oraz ekstrakt z bawełny, który ma właściwości kojące i nawilżające. To połączenie sugeruje, że emulsja została stworzona z myślą o delikatnej i wrażliwej skórze. Dużym plusem jest też to, że jest to produkt hipoalergiczny i bezzapachowy, co zazwyczaj sprawdza się u osób, które nie lubią dodatkowych substancji zapachowych w tego typu kosmetykach. Na ten moment jeszcze nie miałam okazji jej używać, więc jest to dla mnie nowość, którą dopiero będę testować. Na pewno jednak zapowiada się jako bardzo łagodny i bezpieczny produkt do codziennej higieny.
ZIAJA DUO-PEELING PAPAINA + KWASY AHA PH 4.0
Ten peeling to zdecydowanie jeden z ciekawszych produktów, jeśli chodzi o bardziej „konkretną” pielęgnację, a nie tylko podstawowe oczyszczanie. Już sama formuła łącząca papainę i kwasy AHA zapowiada coś więcej niż zwykły peeling, i faktycznie, w działaniu to czuć.
Od pierwszego użycia zwróciłam uwagę na jego kremową, przyjemną konsystencję. Podczas nakładania czuć lekkie „pracowanie” produktu, ale bez pieczenia czy dyskomfortu, co dla mnie jest ogromnym plusem. Jeśli chodzi o efekty, to tutaj naprawdę widać różnicę. Skóra po użyciu jest wyraźnie gładsza, bardziej miękka i wygląda na świeższą. Mam wrażenie, że peeling bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczeniem porów i delikatnym rozjaśnieniem cery, to taki efekt „zdrowszej skóry”, a nie tylko chwilowego wygładzenia. Producent też podkreśla jego działanie oczyszczające i wygładzające oraz redukcję sebum, co faktycznie pokrywa się z moimi odczuciami. Bardzo podoba mi się też to, że mimo obecności kwasów, produkt jest stosunkowo łagodny i może być używany nawet przy cerze bardziej wrażliwej.
Zapach jest delikatny, kosmetyczny, niewyróżniający się, ale też nienachalny, więc spokojnie można się przy nim zrelaksować podczas pielęgnacji.
MYBIO Nawilżający balsam humektantowy to jeden z tych kosmetyków, które bardzo szybko stają się ulubieńcami. Używam go od momentu, kiedy tylko do mnie trafił, i muszę przyznać, totalnie przepadłam. Przede wszystkim ogromnym plusem jest jego działanie. Balsam świetnie nawilża skórę, a jednocześnie bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej ani lepkiej warstwy. Dzięki temu można się ubrać niemal od razu po aplikacji, co dla mnie jest ogromnym ułatwieniem w codziennej pielęgnacji. Bardzo podoba mi się też wygodny aplikator w formie pompki, pozwala na higieniczne i komfortowe dozowanie produktu, bez konieczności odkręcania czy nabierania balsamu rękami. Jeśli chodzi o zapach, jest po prostu przepiękny. Delikatny, świeży i bardzo przyjemny, ale nieprzytłaczający. To zdecydowanie jeden z tych zapachów, do których chce się wracać. Na uwagę zasługuje również skład balsamu. Zawiera składniki humektantowe, które odpowiadają za przyciąganie i zatrzymywanie wody w skórze, dzięki czemu zapewniają długotrwałe nawilżenie. Często w takich formułach znajdziemy m.in. glicerynę, kwas hialuronowy czy betainę, które pomagają utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia i sprawiają, że skóra staje się miękka i bardziej elastyczna. Dodatkowo skład jest dobrze przemyślany i ukierunkowany na pielęgnację oraz komfort skóry. Po regularnym stosowaniu zauważyłam, że skóra jest wyraźnie bardziej nawilżona, gładka i przyjemna w dotyku. To taki kosmetyk, który nie tylko działa, ale też daje przyjemność z codziennego używania. To naprawdę świetny balsam, który łączy skuteczne działanie, piękny zapach i wygodę użytkowania. U mnie zdecydowanie zostaje na dłużej i wiem, że będę do niego wracać.
Mam swoje sprawdzone i ulubione pasty do zębów, do których często wracam, ale zdarza mi się sięgać po nowości – szczególnie wtedy, gdy pojawiają się w pudełkach typu Pure Beauty. Tak było i tym razem z pastą NATUR BLANC Green Lime, która od razu wzbudziła moje zainteresowanie. Już od pierwszego użycia bardzo spodobał mi się jej smak. Jest wyraźnie miętowa, dzięki czemu daje uczucie świeżości, ale jednocześnie czuć w niej delikatną nutę limonki, która dodaje jej lekkiej, przyjemnej cytrusowej świeżości. To połączenie sprawia, że mycie zębów jest naprawdę przyjemne i trochę bardziej „orzeźwiające” niż w przypadku klasycznych past. Pasta została stworzona z myślą o osobach z nadwrażliwością zębów, więc oprócz smaku ważne jest też jej działanie. Delikatnie oczyszcza, nie powodując podrażnień, a przy regularnym stosowaniu pomaga utrzymać komfort jamy ustnej. To duży plus, zwłaszcza jeśli ktoś, tak jak ja, zwraca uwagę na łagodność produktów do codziennej higieny. Podoba mi się też to, że jest to produkt, który łączy skuteczność z przyjemnością użytkowania – bo jednak smak i odczucia podczas mycia zębów mają znaczenie i potrafią zachęcić do regularnej pielęgnacji.
Muszę przyznać, że bardzo lubię moment, w którym otwieram pudełko i oprócz kosmetyków znajduję coś zupełnie innego. Pasta HOUSE OF ASIA Nasi Goreng to właśnie taki fajny dodatek, coś, czego raczej nie spodziewałam się w boxie beauty, a jednak bardzo przyjemnie mnie zaskoczyło. To super pomysł, że oprócz produktów do pielęgnacji czasami pojawiają się również takie „smaczne” niespodzianki. Dzięki temu pudełko staje się jeszcze bardziej różnorodne i ciekawsze, można odkryć nie tylko nowe kosmetyki, ale też produkty spożywcze czy dodatki do gotowania, które wprowadzają odrobinę urozmaicenia do codzienności. Jeśli chodzi o sam produkt, pasta Nasi Goreng to świetna baza do przygotowania szybkiego dania w azjatyckim stylu. Wystarczy dodać ją do ryżu, warzyw czy mięsa, żeby w kilka chwil stworzyć coś aromatycznego i pełnego smaku. To idealne rozwiązanie, kiedy nie mamy dużo czasu, a mamy ochotę na coś bardziej wyrazistego niż klasyczny posiłek. Bardzo podoba mi się to, że takie dodatki w pudełkach przełamują schemat i pokazują, że box może być czymś więcej niż tylko zestawem kosmetyków. To trochę taki element niespodzianki, który sprawia, że otwieranie paczki jest jeszcze bardziej ekscytujące.
W pudełku znalazłam również voucher rabatowy -20% do VEZZI i muszę przyznać, że to bardzo fajny dodatek. Lubię takie niespodzianki, bo dają możliwość wrócenia do marki i zrobienia zakupów w bardziej korzystnej cenie. Markę VEZZI znam już wcześniej mam od nich biżuterię i naprawdę bardzo ją lubię. Jakiś czas temu mogliście zobaczyć na moim Instagramie przesyłkę od nich i ich produkty zdecydowanie wpisują się w mój styl. To jedna z tych marek, do których chętnie się wraca, bo po prostu trafiają w mój gust. Voucher traktuję jako dodatkową zachętę, żeby ponownie zajrzeć do sklepu i być może wybrać coś kolejnego do swojej kolekcji. Lubię takie sytuacje, kiedy pudełko daje nie tylko nowe produkty do testowania, ale też inspirację do dalszych zakupów.




















