W pudełkach Pure Beauty najbardziej lubię odkrywać kosmetyki, które po przetestowaniu okazują się czymś więcej niż tylko kolejnym produktem na półce. Czasami trafiam na prawdziwe perełki, które zostają ze mną na dłużej i po które naprawdę chętnie sięgam. Jednym z takich kosmetyków został u mnie APIS My Pure Skin – punktowy krem przeciw niedoskonałościom.
To produkt przeznaczony do pielęgnacji cery mieszanej, tłustej i problematycznej, a jego największą zaletą jest punktowa forma. Sięgam po niego wtedy, kiedy na skórze pojawia się niedoskonałość i potrzebuję dodatkowego wsparcia właśnie w tym konkretnym miejscu. Nie jest to kosmetyk, który nakładam na całą twarz – jego zadaniem jest działanie miejscowe.
Kolejnym ważnym składnikiem jest niacynamid. Bardzo lubię go w pielęgnacji, ponieważ wspiera kondycję skóry, pomaga poprawić jej wygląd i sprawia, że cera może wyglądać bardziej jednolicie. W połączeniu z kwasem salicylowym tworzy ciekawe zestawienie dla skóry, która ma tendencję do pojawiania się niedoskonałości.
W formule znajdziemy również miód manuka, który dobrze wpisuje się w pielęgnację skóry problematycznej, oraz ekstrakt z yerba mate, będący źródłem składników o działaniu antyoksydacyjnym.
Podoba mi się również to, że formuła nie została oparta wyłącznie na składnikach ukierunkowanych na niedoskonałości. Znajdziemy w niej także olej migdałowy i skwalan, które pomagają zadbać o komfort skóry. Dzięki temu mamy połączenie składników, które skupiają się na problematycznych miejscach, ze składnikami pielęgnującymi.
Najbardziej polubiłam go właśnie za jego punktową formę. Kiedy pojawia się pojedyncza niedoskonałość, nie mam potrzeby nakładania dodatkowych produktów na całą twarz. Wystarczy odrobina kremu dokładnie w tym miejscu.
Najczęściej sięgam po niego wieczorem i nakładam miejscowo na niedoskonałości. Jest to dla mnie bardzo wygodny etap pielęgnacji – szybki, prosty i niewymagający żadnych dodatkowych kombinacji.
Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że niedoskonałości szybciej stają się mniej widoczne, a problematyczne miejsca wyglądają spokojniej. Dla mnie jest to przede wszystkim taki mały produkt SOS, który warto mieć pod ręką.
To również jeden z tych kosmetyków, które lubię mieć w swojej kosmetyczce właśnie dlatego, że mogę sięgnąć po niego wtedy, kiedy rzeczywiście go potrzebuję. Nie muszę zmieniać całej swojej pielęgnacji – wystarczy punktowo zadbać o miejsce, które aktualnie tego wymaga.
APIS My Pure Skin zdecydowanie zasłużył na miejsce wśród moich ulubieńców Pure Beauty. Doceniam jego punktową formę, wygodę stosowania oraz skład, w którym znajdziemy zarówno składniki ukierunkowane na niedoskonałości, jak i te pielęgnujące skórę.
Lubię mieć w swojej kosmetyczce taki produkt, po który mogę sięgnąć dokładnie wtedy, kiedy moja skóra tego potrzebuje. To jeden z tych kosmetyków, które dobrze mieć w pogotowiu – bo przecież każdej z nas zdarza się czasami dzień, kiedy skóra postanawia zrobić małą niespodziankę. 😉





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wszystkie chamskie i wulgarne komentarze nie są tu mile widziane. Pozdrawiam :)